Marzenia czasami się jednak urzeczywistniają! O „powrocie“ organów Englera do kościoła św. Elżbiety

Marzenia czasami się jednak urzeczywistniają!
O „powrocie“ organów Englera do kościoła św. Elżbiety
artykuł naszego członka VSK Klausa-Ulricha Jacoba, Görlitz
opublikowany w “Schlesien heute” Nr 4/2006
Tłumaczenie: Izabela Liwacz

Przed sześćdziesięcioma laty, 8. maja 1945 zakończyła się II. Wojna Światowa. Przyniosła cierpienie niezliczonej ilości ludzi różnej narodowości. Całe połacie ziemi zostały zrujnowane. Zabytki architektury i sztuki o bezcennej wartości obróciły się w popiół. Również w naszych rodzinnych stronach- na Śląsku.

Stolica regionu – Wrocław zaliczała się przed swoim zniszczeniem do najzasobniejszych miast w skarby sztuki w Niemczech. W średniowiecznym centrum, w północno wschodnim skrzydle rozległego rynku, zwanego na Śląsku ‘ringiem’, wznosi się potężny kościół p.w. św. Elżbiety. Prace nad jego budową rozpoczęły się w XIII w. Wrocławscy mieszczanie ukończyli gotycką bazylikę w XV w. wznosząc wówczas najwyższą wieżę w mieście wieńcząc jej szczyt na wysokości 130 m krzyżem. Do bogatego wyposażenia wnętrz należały z czasem również organy o różnej wielkości, które niestety nie przetrwały na skutek uszkodzeń lub zniszczeń. Około połowy XVIII w rada miasta postanowiła ufundować temu chyba największemu kościołowi Wrocławia nowe „Wielkie Organy”. Zlecenie wykonania ich otrzymał znany daleko poza granicami Śląska organmistrz Michael Engler Młodszy. Pomiędzy rokiem 1750 a 1761 powstało niepowtarzalne dzieło sztuki, zaliczane do 1945 do największych i najpiękniejszych barokowych organów Niemiec. Chociaż w 1945 dzielnica miasta w pobliżu kościoła legła w gruzach, kościół wraz z organami niczym za sprawą cudu przetrwał wojenną zawieruchę. Już jako dziecko dzięki ojcu posiadającemu zmysł artystyczny, podziwiałem ten pełen przepychu instrument i wsłuchiwałem się w jego brzmienie. Kiedy w roku 1972 pierwszy raz od czasów wojny przyjechałem do Wrocławia, już w wieku 42 lat, moim najgorętszym życzeniem było obejrzeć miejsca swojego dzieciństwa – póki czas nie zatarł po nich śladów. Do tych miejsc zaliczał się od początku tego pełnego przeżyć dnia kościół św. Elżbiety z jego rozkołysanym muzyką cudownym instrumentem. Byłem wtedy szczęśliwy mogąc zobaczyć go w dawnej krasie. W kolejnych latach wciąż czułem się zauroczony tym dziełem sztuki.

Niezapomniana w mojej pamięci zostanie data: 3. maja 1976. Kilka dni wcześniej zarezerwowałem krótki pobyt we Wrocławiu. Podczas mojego spaceru wokół rynku, niedaleko kościoła św. Elżbiety usłyszałem dźwięk organów. Magicznie przyciągnięty za sprawą muzyki wszedłem do wysokiej kościelnej naw i usiadłem w ławce. Moje spojrzenie prześlizgiwało się po organach, rozkoszując bogactwem wykonania organów. Organista przygotowywał się pewnie w niemalże pustym kościele do nadchodzącego koncertu. W tym momencie po raz ostatni, nie przypuszczając nawet tego, doświadczyłem dźwiękowego bogactwa tego dojrzałego dzieła Michaela Englera.

9 czerwca 1976, po wieczornej mszy wybuchł ogromny pożar, który w ciągu zaledwie kilku minut strawił w płomieniach dach. Partie kościoła, otoczone drewnianymi rusztowaniami były przygotowane do remontu. Przed rokiem, we wrześniu 1975 w podobny sposób swój wieża straciła swój renesansowy hełm. Potem oglądałem migawki telewizyjne z pożaru. To musiało być prawdziwe piekło. Pożar strawił większą część kościoła. Wyglądał jak po „nocnym bombardowaniu“. Czarna, zadymiona dziura ziała w miejscu, gdzie wcześniej przez dwa stulecia ludzie podziwiali głosy królewskiego instrumentu. Przetrwał wojnę, ale pokonał go w czasie pokoju pożar. Nie wyjaśniono okoliczności pożogi. Wokół tragedii krążyło wiele pogłosek. Byłem szczęśliwy, że wtedy 3. maja 1976 roku, na miesiąc przed wielkim pożarem, miałem w swoim bagażu aparat fotograficzny dzięki czemu udało mi się zrobić piękne zdjęcia.

Mogłem wtedy sprawić swoimi odbitkami radość zaintrygowanym specjalistom i sympatykom organów. Wtedy to właśnie doszło do spotkania z panem Gerhardem Scheuermannem z Monachium, wielkim znawcą organów Englera. Był on uczniem ostatniego organisty kościoła św. Elżbiety, profesora dr Johanessa Piersiga, u którego pobierał nauki gry na instrumencie. Często grywał na tych organach i jak nikt inny znał doskonale instrument. By zachować pamięć o organach powstało wtedy małe „wielkie dzieło sztuki”. Spod jego uzdolnionych palców powstał wraz ze wszystkimi szczegółami wierny model instrumentu. Można nawet było odkryć na emporach „królewskiego chóru” postać Fryderyka Wielkiego. Monarcha przysłuchiwał się z tego miejsca podczas wizyt we Wrocławiu grze na organach. Ozdobą biblioteki i muzycznego salonu domu Scheuermanna jest dziś filigranowe, dopracowane do najmniejszego szczegółu dzieło oraz własnoręcznie zrekonstruowane, grające barokowe organy. Wtedy pochłaniała mnie wyłącznie jedna kwestia : organy Englera w kościele św. Elżbiety i związane z nimi pytanie, czy kościół kiedykolwiek wzbogaci się o kopię instrumentu wschodniej empory chóru?

W 1981 miała miejsce podobna sytuacja w kościele św. Marii w Gdańsku. Dawny mieszkaniec miasta swoją darowizną, na którą składały się całe jego oszczędności (mówiło się o sumie ok. 500.000 D) uruchomił lawinę darów pieniężnych na rzecz kościoła. Jemu i wielu innym darczyńcom zawdzięcza się, że barokowy przepych gdańskich maryjnych organów może cieszyć w dalszym ciągu sympatyków muzyki organowej.-
Nie powinno dziwić, że tak frapujący temat uskrzydlił fantazję człowieka, by nadać marzeniom realny kształt. W takiej fazie doświadczyłem kontaktu z moim rodzinnym miastem. Olbrzymia masa ludzi wędrowała z rynku do kościoła św. Elżbiety. Wmieszałem się w tłum i – jak wówczas 3. maja 1976 – byłem świadkiem koncertu na uratowanych organach. „To był tylko piękny sen”– przyszło mi do głowy po przebudzeniu!

Teraz, po trzydziestu latach ten sen ma się urzeczywistnić. W czerwcu tego roku przy południowym portalu kościoła św. Elżbiety odkryłem skupione w jednym miejscu wysokie tablice tworzące parawan. Przed nimi został ustawiony wysoki postument służący jako skarbonka. Nad nim tablica z podziękowaniem, również w języku niemieckim. Na kilku stronicach została umieszczona w języku polskim i niemieckim historia organów. Wyjaśniono tam również zamiar zrekonstruowania tego wspaniałego dzieła. W połowie II Wojny Światowej, od 1939 do 1941organy zostały kompleksowo odrestaurowane przez firmę organmistrzowską Wilhelma Sauera z Frankfurtu nad Odrą. Poświęcono je ponownie w 1941. Przypuszczalnie zachowała się techniczna dokumentacja i wymiary umożliwiające pełną rekonstrukcję instrumentu. Wiele znanych i w czasie wojny zniszczonych dzieł architektury zostało w ten sposób przywrócone społeczeństwu. Za przekonywujący przykład niech służy kościół Marii Panny w Dreźnie z organami Silbermanna. Jestem przekonany o tym, że ten pomysł pochwyci wielu ludzi. Z pewnością niektórzy Wrocławianinie i wierni stronom ojczystym Ślązacy przyczynią się drobnym datkiem, by pewnego dnia ziścił się ten sen.
Ja w każdym razie wezmę w tym udział.