Z okazji 175.  rocznicy śmierci karkonoskiego malarza Sebastiana Carla Christopha Reinhardta

url

von Norbert Willisch

Przypadło mi w zaszczycie wydobycie z zapomnienia nazwiska wybitnego człowieka, który rozsławiał przez blisko półwiecze nasze Karkonosze swoim wysoko cenionym malarstwem1. Tak pisał przed prawie stu laty niejaki dr Scholz w 1888r. w „Der Wanderer im Riesengebirge” o malarzu, który jako pięćdziesięciolatek przybył z Berlina do Jeleniej Góry, położonej u stóp Karkonoszy, aby namalować dla  berlińskiej Akademii Sztuki interesujące partie śląskich górskich okolic. Pozostał tam niemalże czterdzieści lat, aż do końca życia. Günther Grundmann, ostatni Prowincjonalny Konserwator Zabytków Dolnego Śląska za czasów niemieckich, jeleniogórzanin, nazwał malarza osobistością artystyczną …, która pierwsza może rościć sobie prawo do malarskiego odkrycia Karkonoszy2.

Mowa o malarzu, który nazywał się Carl Christoph Reinhardt. Urodził się  w 1738 r. w małej bawarskiej osadzie targowej Ortenburg koło Passau, centrum dawnego hrabstwa Rzeszy o tej samej nazwie, na ewangelickiej plebanii. Fakt ten nie jest tam znany lub zatarł się już w pamięci. Jego rodzice wrócili, gdy miał zaledwie sześć lat, do wolnego miasta Rzeszy- Regensburga, skąd pochodzili. Również w dzisiejszej Jeleniej Górze, jak nazwano Hirschberg po II wojnie światowej, jego nazwisko jest nieznane. 30 maja 2002 minęła 175 rocznica śmierci malarza. Stała się ona dogodną okazją do zgłębienia życia i twórczości ongiś  znanego artysty, którego śląskie i karkonoskie pejzaże oraz miedzioryty wisiały do czasów ostatniej wojny w berlińskim, królewskim pałacu oraz wielu innych pruskich rezydencjach – popularyzując jeszcze za jego życia Śląsk i Karkonosze, które zaczęły stawać się celem podróży.

Jaką popularnością cieszył się Reinhardt zaledwie kilka lat po osiedleniu się w Hirschbergu, można dojrzeć w tym, że autor jednego z opisów podróży po Śląsku z 1791 r., Johann Friedrich Zöllner, opisał wizytę u malarza i zachwyt nad jego pięknymi pejzażami, przesyconymi przyrodą i wiarygodnością3. Również dyplomata Stanów Zjednoczonych Ameryki na pruskim dworze w Berlinie, John Quincy Adams, późniejszy  minister spraw wewnętrznych i prezydent kraju, odwiedził Reinharda podczas swojej podróży po Śląsku w 1800r. i uwiecznił ją w  opublikowanych „Listach ze Śląska” (które ukazały się początkowo jako seria artykułów prasowych, potem dopiero w formie książkowej), adresowanych do brata Thomasa z Filadelfii. Jego opisy podobno bardzo wpłynęły na ogląd Śląska w Ameryce. Adams zabrał kilka obrazów Reinharda do USA. Wątek ten zostanie jeszcze  później poruszony.

Podczas badania życia i twórczości Reinharda napotyka się wciąż nazwisko wspomnianego początkowo historyka sztuki Grundmana, który (na marginesie wspominając) po utracie ojczyzny był 15 lat kustoszem dzieł sztuki w Veste w Coburgu, które dzięki niemu wzbogaciło się o bogatą kolekcję śląskiego malarstwa pejzażowego. W jego opublikowanym pierwszy raz w 1932 r. dziele „Karkonosze w malarstwie romantycznym”5 Reihnhardtowi  i jego twórczości poświęcony jest obszerniejszy fragment. Opierając się na nim, oraz pozostałych źródłach odwiedziłem miejscowości istotne dla życia artysty takie jak: Ortenburg, Regensburg, Braunschweig, Berlin, Hirschberg/ dziś: Jelenia Góra oraz wejrzałem w różne źródła, o których jeszcze wspomnę. Poza tym skontaktowałem się z muzeami  oraz obejrzałem okoliczne  i śląskie zbiory sztuki, aby ustalić, co pozostało z dzieł Reinharda, które po wojnie przepadły lub zostały rozproszone.

Przy tej okazji poczyniłem zaskakujące odkrycia. Należy do nich m.in. znany z odbitek  wspaniały obraz miasta Hirschberg, którego los jeszcze w 1997- w katalogu dużej wystawy  Fundacji Pruskie Pałace i Ogrody Berlin-Brandenburg/ niem. Stiftung Preußische Schlösser und Gärten BerlinBrandenburg poświęconej Fryderykowi Wilhelmowi II i sztukom” był nieznany6.  Malowidło pokazane pierwszy raz w roku 1797 na corocznej wystawie Królewskiej Akademii Sztuki, znajduje się obecnie w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Jest tam również dotychczas nigdzie nie pokazywana grafika przedstawiająca portret malarza oraz napis »Breslau. Bei Grass Barth u. Co«8 (Il. 1 und 2).

W archiwum Akademii Sztuk znajduje się sporządzony  przez Reihhardta na cztery i pół miesiąca przed jego śmiercią  „Krótki zarys artystycznej drogi”, na podstawie którego można było naszkicować bliżej poszczególne etapy życia artysty.

Tekst ten, datowany na 16. stycznia 1827r. zaczyna się następująco:  Ja, Sebastian Carl Reinhardt, urodziłem się 13 grudnia 1738r. w Ortenburgu, gdzie ojciec był kaznodzieją. Ojciec został następnie powołany do Regensburga, gdzie pobierałem w tamtejszym gimnazjum potrzebne nauki…

Ortenburg zasługuje pod wieloma względami na uwagę. Była to rodowa siedziba potężnych rodów szlacheckich Andechsów i Wittelsbachów  (jeden jest znany z faktu, że z tego rodu pochodzi słynna święta Jadwiga, księżna Śląska i patronka kraju, drugi był znany w późniejszym czasie  z dzierżenia berła na Bawarii).  Miejscowość zasłynęła również wprowadzoną w 1563r. reformacją oraz tym, że tamtejsza ewangelicka parafia, pośród katolików,  przetrwała do dzisiaj. Na marginesie dodając, liczba ewangelików spadła tam z czasem poniżej 50%9.

Przechowywana w krajowym archiwum kościelnym Księga Chrztów ewangelicko- luterańskiej gminy zawiera wpis, że był tu chrzczony syn wielebnego i wielce uczonego pastora Johanna Gottlieba Reinhardta oraz jego małżonki- Carl Christoph10. Ojciec wyświęcony rok wcześniej w Regensburgu11 objął posadę drugiego pastora i dworskiego kaznodziei  w ewangelickim hrabstwie Rzeszy w Ortenburgu12.

Zgodnie z zapisem  w księdze parafialnej Reinhardt poślubił 11 lutego 1738r.  w Regensburgu Marię Suzanne z domu Kraer13. Wolne miasto Rzeszy Regensburg  już w roku 1542 (uchwałą swojej rady) przeszło  na wyznanie ewangelickie14. W owym czasie Ortenburg utrzymywał oczywiście ścisłe związki z Regensburgiem.

W dzisiejszej posiadłości rodowej harbiów von Ortenburg, w Tambach koło Coburga wisi powstała około 1625r. subtelna akwarela „hrabiego- malarza” Friedricha Casimira, przedstawiająca rynek w Ortenburgu (il. 4). Widoczny jest na niej pałac i poniżej- ewangelicki kościół oraz dziedziniec pastorówki z dwoma budynkami dla pastora i jego zastępcy (z lewej i prawej strony)15. Do dzisiaj widok ten w większości nie uległ zmianie. Zaledwie wieża kościelna otrzymała cebulasty hełm. W zamku wisiało wcześniej 40 widoków z ortenburgskiej strefy władzy. Na pierwszym planie przedstawiano najczęściej sceny z życia ludu16. Być może obrazy oglądał i podziwiał mały Sebastian Carl, kiedy odwiedzał w zamku swojego ojca chrzestnego[1], „hrabiowskiego ortenburskiego radcę i opiekuna” Carla von Muningen. U jego również w Ortenburgu urodzonej siostry, siostra rezydującego hrabiego była matką chrzestną18.  Być może pobierał  tam też pierwsze nauki, gdyż od 1703r.  istniał tam- sto lat wcześniej niż w pozostałej części Bawarii- obowiązek szkolny wprowadzony od piątego roku życia19.

W księgach parafialnych w Regensburgu z roku 1744 można znaleźć potwierdzenie, że ojciec Reinhardta został powołany w tym roku (jako ‘supernumerariusz”) do Regensburga20. Można również udokumentować uczęszczanie Sebastiana Carla Christopha oraz o rok młodszego brata Carla Gottlieba do istniejącego do dziś gimnazjum. Obecnie nosi ono imię Albertusa Magnusa. Przechowywany w państwowej bibliotece Regensburga ( w dawnym budynku szkolnym) spis uczniów wymienia obu w latach 1752 i 1753 wśród promowanych do klasy czwartej i piątej,  nagrodzonych nagrodami książkowymi. Sebastian Carl otrzymał na przykład w prezencie bajki Gellerta 21.

W autobiograficznym tekście czytamy: … Ponieważ w Regensburgu nie było możliwości studiowania sztuki, udałem się z polecenia dyplomaty z Braunschweig, pana von Kniestaedt do Braunschweig do kollegium Carolinum, gdzie poświęciłem się sztuce oddając się w ręce profesora Edinga. Do studiowania wykorzystywałem zasadniczo galerię w Salzthalen, gdzie kontynuowałem naukę około dwóch lat pod okiem tamtejszego dyrektora galerii Puscha. Jego choroba skłoniła mnie jednak do udania się w podróż przez Hamburg do Amsterdamu, aby tam tez kontynuować naukę…

Kolegium Carolinum w Braunschweig zostało założone kilka lat wcześniej w duchu oświeceniowym i miało aspirację przygotowania do uniwersyteckich studiów lub nieakademickiej kariery zawodowej. Prowadzono techniczne, przyrodnicze i  ekonomiczne fakultety22. Najsłynniejszym uczniem Carolinum był z pewnością matematyk Carl Friedrich Gauß, który studiował tu w latach 1792- 1795. Placówka ta przekształciła się w dzisiejszy Techniczny Uniwersytet Braunschweig.  Wskazuje na to dodatek do nazwy Carolo-Wilhelmina. Zgodnie z informacją tej wyższej szkoły, »Sebastian Carl Christoph Reinhardt z Regenspurga« został wpisany do wykazu studentów 3 sierpnia 1760r. pod 420 numerem.

W tym kontekście interesującym jest, że ojciec Sebastiana studiował na uniwersytecie w Lipsku. By przygotować się do tej szkoły, uczęszczał do sławnej miśnieńskiej szkoły książęcej/ Fürstenschule, w której kształcił się i jego ojciec Friedrich Reinhardt23. Ten ostatni pochodził z miasteczka „Kirchhayn z Dolnych Łużyc”, jak można wyczytać z regensburskiej księgi parafialnej z roku 1707[2]. Chodzi o dzielnice Kirchhain w dzisiejszym mieście Doberlug-Kirchhain koło Finsterwalde na Dolnych Łużycach, przy rozwidleniu linii kolejowej Berlin-Drezno i Lipsk-Cottbus. Dominowała tam długi czas produkcja i obróbka skór. Stąd do dzisiaj miejscowość zwana jest potocznie miastem garbarzów. Przybyły do Regensburga   Friedrich Reinhardt był handlarzem skórami.  Jego pierwsza żona, która w 1708 r. umarła w połogu25 była córką mistrza szewskiego z Regensburga. Być może młodemu Reinhardowi było łatwiej zapuścić tam korzenie i pożegnać, jak się okazało na zawsze, ojczyste strony południowych Niemiec.

Można powiedzieć kilka słów o jego pierwszych nauczycielach, Philippie Wilhelmie Oedingu i Ludwigu Wilhelmie Buschu. Tu tylko tyle: Oeding został powołany do Collegium Carolinum przez księcia Braunschweig wkrótce po otwarciu tej placówki kształceniowej, z którą był do śmierci związany. Równocześnie udzielał książętom lekcji rysunku. Duży wpływ wywarł na nim pobyt i członkowstwo w Akademii Malarstwa w Norymbergii26. Z kolei Busch wydaje się, że był bardziej zarządcą książęcego domu i galerii oraz marszandem niż artystą27.

Pod »Salzthalen« kryje się Salzdahlum, nieduża miejscowość leżąca między Braunschweig a Wolfenbüttel, znana z letniej  książęcej rezydencji i galerii Braunschweigów, porównywalna z galeriami w Wiedniu, Dreźnie, Dusseldorfie czy Monachium28. Leo von Klenze podobno inspirował się nią przy tworzeniu Starej Pinakoteki w Monachium. W pałacu odbyło się na przykład w roku 1733 podwójne wesele pruskich następców tronu Fryderyka (Wielkiego) i jego siostry Philippine Charlotte z rodzeństwem Elisabeth Christine i Carlem- późniejszym regentem księstwa Braunschweig-Wolfenbüttel i założycielem Collegium Carolinum. W dużej galerii pałacu można było podziwiać liczne stylowe dzieła włoskich, francuskich i niderlandzkich malarzy, od których Reinhard mógł podpatrywać warsztat. Nic nie pozostało z pałacu i potężnego założenia parkowego (il. 5.1 i 5.2)- ostało się zaledwie kilka aniołków w kilku prywatnych ogrodach, jak twierdził z uśmiechem  miejscowy pastor.

Dla młodego Reinhardta nastąpił czas wędrówki i szukania własnej  drogi, która prowadziła -po powrocie z Niderlandów- m.in. przez Harz do Lipska, Drezna, Berlina i Poczdamu, jak wspominał w opisie swojej artystycznej kariery. Dzięki namalowanym widokom Poczdamu i okolic oraz miedziorytom poznanego w Dreźnie Adriana Zingga zwrócił uwagę pruskiego ministra i kuratora Berlińskiej Akademii Sztuki, barona Friedricha Antona von Heinitz, w następstwie czego został przyjęty w 1788 r. do akademii29. Tak opisywał to zdarzenie Reinhardt:  Pochwała prac skłoniła ministra Heinitza do przyjęcia mnie w poczet członków akademii. Później  jego ekscelencja minister Heinitz  oraz pozostali członkowie akademii zachęcili mnie do udania się w  podróż w śląskie góry, abym utrwalił interesujące partie w duchu wczesnych poczdamskich obrazów. Aby nie zawieść pokładanego we mnie zaufania, szukałem pięknych śląskich zakątków, pracując z zapałem i oddaniem. Co roku dostarczałem dwie sztuki do Królewskiej Akademii. Następnie pan Berger wykonał 14 miedziorytów. Życzyłbym sobie, by były trochę lepiej doświetlone. Również dla hrabiego Hochberga sporządziłem pokaźne cykle krajobrazów, którymi został przyozdobiony pokój na zamku Książ.

Wspomniany już Johann Friedrich Zöllner30 napisał 10 sierpnia 1791r. w swoim 44. liście z i o Hirschbergu: Miasto jest spośród górskich miasteczek najpierwszym, najpiękniejszym i najbogatszym; w ogóle należy do najprzedniejszych miast Śląska. Obecnie liczy 875 domów… Liczba mieszkańców, zgodnie z ostatnim spisem ludności wynosi 6334 osób… Stosunek katolików do luteranów wynosi jak 1 do 8. I w dalszej części: Patrząc z najbliższej góry na cudownie położoną dolinę odsłania się zaskakujący widok…Jeszcze bardziej zaskakującym musi by widok tej kotliny, przybywając od strony Złotoryi czy Jawora [czyli od strony północnej, co jest widoczne na obrazie Reinhardtsa]. Nad miastem górują wtedy wysokie Karkonosze i można zobaczyć jak  górskie grzbiety piętrzą się nad nim a ich szczyty rozpływają się w chmurach. Na naszym obrazie wprawdzie chmury odsłaniają widok na Grzbiet Kowarski i górującą nad całą panoramą Śnieżkę licząca 1602m. Z zarysu miasta wyłaniają się wyraźnie różne budynki (z lewa do prawa): barokowa wieża ewangelickiego kościoła Łaski (jednego z sześciu kościołów wybudowanych z cesarskiej „łaski” po wojnie XXX), potężny gmach szkolny/ gimnazjum z tego samego okresu, katolicki kościół parafialny i wieża ratusza.

Te charakterystyczne punkty i dzisiaj kształtują obraz miasta. Kotlina Jeleniogórska ponownie stopniowo przyciąga ze wszystkich stron turystów swoją krajobrazową urodą, założeniami parkowymi i ogrodami, licznymi zamkami, pałacami i rezydencjami pańskimi. Do tego przyczyniła się zaprezentowana latem 2001 r. wystawa pokazywana w różnych miejscach na Śląsku i u nas: „Dolina Pałaców i Ogrodów”31. Swoje stałe miejsce znalazła w ponownie zamieszkałym i udostępnionym publiczności Pałacu Łomnica koło Jeleniej Góry- u ujścia Łomnicy  wpływającej do Bobru, która swe źródła ma w Krainie Ducha Gór niedaleko Śnieżki.

Co wiadomo o życiu Reinhardta w Hirschbergu? Cytowany na początku dr Schulz musiał przyznać już w 1888r: Niestety wspomnienie sławnego malarza, obok którego domu kiedyś żaden obcy bez poruszenia nie przeszedł, zatarło się. Ledwie który z obywateli naszego miasta potrafi dziś sobie go przypomnieć. Z jego prywatnego życia  wiadomo tylko o kilku wydarzeniach32.

W Księdze Ochrzczonych kościoła Łaski, do której można mieć wgląd w Archiwum  Państwowym w Jeleniej Górze, odnotowano 17 stycznia 1793r: syn pana Carla Sebastiana  Christopha Reinhardta, malarza akademickiego i jego małżonki, Johanny Margarethy z domu Brücknern, otrzymał na chrzcie imię Carl Heinrich Otto33. Dziecko zostało pochowane na ewangelickim cmentarzu 29 kwietnia tego samego roku, na co wskazuje z kolei Księga Zmarłych34. Natomiast informacja o zawarciu związku małżeńskiego w wielokrotnie starannie przeszukiwanych parafialnych księgach metrykalnych nie została odnaleziona. Do tego wniosku doszedł również wspomniany dr Schulz, który wywnioskował, że narzeczona Reihnhardta nie była jeleniogórzanką35, co jednak nie jest prawdą. Zgodnie z wpisem do Księgi Ochrzczonych ewangelickiej parafii urodziła się tutaj 3 lipca 1752r. jako córka lekarza Christiana Melchiora Brucknera i została czwartego dnia po narodzinach ochrzczona36. Co ciekawe Zöllner sądził we wspomnianym już liście z 10 sierpnia 1791r. odnośnie znanego z Berlina Reihnhardta: Raczej nie wróci do Berlina! Hirschberg nie tylko mu się podobał, tak jak przybyszom się może podobać miasto, ale subtelna dziewczyna tak bardzo go zafascynowała, że kolejnego tygodnia stała się Madame Reihnhardt[3]. Poza tym opowiadał również o tym, że tajny radca Baumgart(en), wracając z podróży z Włoch wybrał okrężną drogę przez Śląsk, by zaskoczyć przyjaciela Reihnhardta podczas wesela. Nie ma wzmianek o innych dzieciach z tego małżeństwa.

Sam Reinhardt nie wspomina w swoim opisie drogi artystycznej ani o dzieciach ani o swojej żonie. Rejestr osób zmarłych podaje informację, że traci swoją żonę 20 lutego 1811r. w wieku 57 lat (poprawnie należałby podać wiek 59 lat) [4]. Przeżywa ją o 16 lat, odchodząc 30 maja 1827r.39 , oboje zostają pochowani trzeciego dnia po śmierci na ewangelickim przykościelnym cmentarzu w bliżej nieokreślonym miejscu. Na pokazanej w dwuletnich odstępach wystawie Akademii w Berlinie Reihnhardt zaprezentował  w 1822r. cztery, a w 1822r. dwa śląskie pejzaże40. Katalog berlińskich wystaw Akademii  liczył około 67 takich landszaftów.

O ostatniej fazie życia można przeczytać w autobiograficznej notatce,  sporządzonej w poruszający sposób przez Reinhardta: bolesnym jest jednak, że w tak zaawansowanym wieku, w wieku 89 lat, po udarze sprzed trzech lat jestem nieprzydatny sztuce. Moją jedyną pociechą jest jednak nadzieja, że najwyższa istota przeniesie mnie wkrótce do krajobrazu, w którym mój duch uwolniony zostanie od wszelkiego cielesnego bólu, gdzie znajdę jeszcze wspanialsze pejzaże i krajobrazy; do tego czasu żywię nadzieję, że moi przyjaciele z cierpliwością będą znosić moje starcze zniedołężnienie.

Jesień życia malarz spędził w domu dyrektora jeleniogórskiej rafinerii cukrowej Johanna Daniela Hoßa lub Heßa[5]. Reihnhardtowie byli widocznie bardzo związani z tą rodziną, gdyż Margarethe Erdmuth Heß była świadkiem chrztu ich wcześnie zmarłej latorośli42. Z kolei Reinhardt był  w ich domu świadkiem podczas chrztu córki Heßa43. Zresztą również w jednym z listów Johna Quincy Adamsa jest ustęp, w którym chwali śląską gościnność, podając przykład   uprzejmego dyrektora rafinerii cukrowej Heßa, z którym poznał się u Reinharda, podczas oglądania jego obrazów44.

Ze strony Berlińskiej Akademii Sztuk pod notką dot. Reinharda zaznaczono datę śmierci malarza i zanotowano uzupełniająco: otrzymywał niedużą pensję od akademii będąc zobowiązanym co roku do przesłania akademii dwóch obrazów przedstawiających śląskie zakątki. W 1823r., w grudniu, dostarczono 57 z tych obrazów do marszałka dworu i na rozkaz króla udekorowano dwa pokoje starego pałacu w Berlinie45.

 

Wdany w 1864 r. po nazwą „Niemiecka sala obrazów“  „register znajdujących się w Niemczech obrazów olejnych nieżyjących malarzy reprezentujących wszystkie kierunki” G. Parthey46 wymienia 56 obrazów Reinharda, które zostały skatalogowane w berlińskim pałacu. Nie uwzględniono tylko przy tym- zapewne przez przeoczenie-„Okolic Świebodzic i Strzegomia, gdzie wystąpiła batalia strzegomska (bitwa pod Dobromierzem w 1745r.)”. W późniejszych latach część obrazów trafiła widocznie do innych pałaców pruskiej rodziny panującej, na przykład do Bad Homburg vor der Höhe w Hesji czy Królewca w Prusach Wschodnich. W roku 1926 na skutek sporów o majątek dawnego królewskiego domu pruskiego pałac berliński i pałac w Królewcu przeszedł wraz z całym inwentarzem, a więc również z obrazami Reinharda  na własność państwa. Pozostała część została w posiadaniu pruskiego zarządu koronnego47. W pałacu w Królewcu znajdowało się do 1939r. siedemnaście znanych

Fundacja Pruskie Pałace i Ogrody Berlin-Brandenburg/ Die Stiftung Preußische Schlösser und Gärten Berlin-Brandenburg jest w posiadaniu  zaledwie ośmiu obrazów Reinhardta: cztery są w Nowym Skrzydle pałacu Charlottenburg w dawnym mieszkaniu królowej Elisabeth Christine, małżonki Fryderyka Wielkiego, z czego trzy pochodzą z depozytu wówczas sprawującego rządy pruskiego domu panującego, pozostałe cztery należą do  kolekcji Nowego Pałacu w Poczdamie i noszą częściowo mocne ślady zniszczenia, zapewne na skutek wojny. Niespodziewanie można zidentyfikować znajdujący się w miejskim muzeum w Berlinie w charakterze depozytu spadkobierców Parthey „Śląski landszaft okolic Kowar”, przypisany pochodzącemu z dworu Górnej Frankonii „niemieckiemu Rzymianinowi” i przyjacielowi Schillera Christianowi Reinhartowi (1761-1847), datowany na 1784r.. Obraz został zidentyfikowany (przy miejscowym współudziale) jako dzieło Sebastiana Carla Christopha Reinhardta. Za dowód posłużył taki sam widok wykonany w formie miedziorytu owego wspomnianego w „życiorysie” Reinharda pana Bergera (rys. 6 i 7). Na obrazach rozpościera się górski grzbiet od wyłaniającej się pomiędzy dwoma drzewami Śnieżki po Śnieżne Kotły i Szrenicę aż po Góry Izerskie. Widoczny na pierwszym planie blich koło kowarskiej bielarni wskazuje na miejscowe tkactwo. Inny karkonoski sztych można by odszukać w nieudostępnionej części zamku Hohenzollernów koło Hechingen (il. 8). Dzięki prywatnej wskazówce zwróciłem w końcu uwagę na jeszcze jeden obraz, który znajduje się w miejskich zbiorach historii i sztuki w Görlitz (il.9).

Szczęściem natknąłem się na Śląsku na kolejne obrazy Reinhardta. Trzy wiszą w Muzeum Narodowym we Wrocławiu, w tym- jeden z widokiem Hirschbergu oraz pięć w Muzeum Okręgowym w Wałbrzychu, wśród nich widok Grodźca  (il.10.1) oraz landszaft, o którym jeszcze wspomnę. Obrazy z wałbrzyskiego muzeum mogą pochodzić z jednorodnej kolekcji, mianowicie z pałacu Książ koło Wałbrzycha, siedziby hrabiego von Hochberg i późniejszego księcia von Pless. Wrocławskie obrazy, oznaczone z tyłu obrazu numerem inwentaryzacyjnym „F”, wskazują również na pochodzenie z Książa (Fürstenstein). Inny „Reinhardt” pokazał się w 1998r. na aukcji w Krakowie i został zakupiony przez dyrektora wałbrzyskiego muzeum49 . Ukazaną na nim okolicę można zidentyfikować  w pobliżu tzw. Starego Książa ( na tabliczce znajdującej się na ramie obrazu oznaczonego jako „Vorstinburg”).

Nadzieja, że kilka obrazów Reinhardta ze zniszczonego w czasie wojny zamku w Królewcu, dzisiejszym Kaliningradzie, zostały uratowane i tam  bądź w głębi Rosji czekają na odkrycie, okazała się płonna. Na skierowane poprzez niemiecką ambasadę w Moskwie pod koniec 1998 r. pismo do rosyjskiego ministerstwa do spraw kultury otrzymałem odpowiedź, że badanie spuścizny Reinhardta nie zostało uwieńczone sukcesem50.

Widok miasta Jelenia Góra z wrocławskiego muzeum, jak wspomniałem, jest znany również jako kolorowany miedzioryt (il.3). Widok posłużył berlińskiemu miedziorytnikowi i profesorowii Akademi Sztuk Danielowi Bergerowi (1744- 1824) jako szablon  do licznych odbitek- w sumie czternastu, liczby określonej w swoich wspomnieniach przez Reinhardta. Również jeden z odkrytych sztychów w Wałbrzychu przypomina do złudzenia kolorowany miedzioryt Daniela Bergera. Obrazy ukazują żniwa w położonym na krańcach Gór Izerskich w dolinie rzeki Kwisy kurorcie Świeradów oraz u wylotu doliny zamek Gryf oraz z lewej strony miasta Mirsk i Gryfów. (il. 11 i 12). Ruiny zamku Gryf malował Reinhardt, będąc w pobliżu. Obraz można obejrzeć w zamku Charlottenburg w Berlinie (il.13). W tym samym miejscu znajduje się inny obraz z charakterystyczną formacją skalną Witoszy w Staniszowie (od tej miejscowości nazwany został popularny, obecnie produkowany w Dolnej Saksonii ziołowo-owocowy likier). Berlińskie muzeum: Kupferstichkabinett posiada bergerowski odpowiednik tego obrazu (il. 15 i 16).

W swoich „Listach ze Śląska“, gdzie John Quincy Adams opisuje wizytę u Reinhardta, mającą miejsce 9 sierpnia 1800r., polityk wspomniał o miedziorytach, spośród których zakupił cztery przedstawiające jako całość- cały grzbiet Karkonoszy. Te cztery sztychy znajdują się dzisiaj w miejscu pamięci poświęconym szóstemu amerykańskiemu prezydentowi, w jego rodzinnym domu koło Bostonu w Quincy (dawniej Braintree, przemianowanym na część polityka). Dwa spośród wspomnianych obrazów znajdują się w sypialni. Jak dowiedziałem się są to: „Miasto Jelenia Góra na Śląsku” oraz „Góry Sokole nocą na Śląsku” (il.14). Pozostałe obrazy przedstawiają „Okolice góry Cavalierberg koło Jeleniej Góry” oraz idylliczny „Widok Śnieżki z okolic Miłkowa ” (il. 17).

Do znanych 14 sztychów Bergera zalicza się również Grodziec  koło Złotoryi, na szczycie którego znajdują się wciąż zachwycające pozostałości zamku, z którego roztacza się widok na śląską krainę. Widoczne są Góry Kaczawskie aż po Karkonosze a przy dobrej widoczności można dostrzec dolinę Odry po Legnicę i Wrocław. Na początku XIX w., góra i przyległe włości należały do rodziny Hochbergów z Książa. Reinhardt wielokrotnie malował w tych latach z bliższej i dalszej perspektywy ruiny zamku. Nie są jednak znane losy sztychu Berga przedstawiającego „Ruiny zamku  Grodziec”. Odbitkę można by odnaleźć w Muzeum Narodowym we Wrocławiu (il.10.2). Szablon Reinhardta- podobnie jak większość motywów zaczerpniętych przez D. Bergera- nie jest znany. Odnosi się to również do pięknego widoku zamku Książ (il.18). być może ta wskazówka przyczyni się do odnalezienia obrazu.

Tego życzyłbym sobie generalnie dla innych malowideł Reihnhardta. Do odkrycia dzieł/ dzieła Sebastiana Carla Christopha Reinhardta przyczyniłaby się najbardziej wystawa, zaprezentowana tutaj i na Śląsku, na której przedstawionoby oryginały i dostępny materiał ikonograficzny wraz z towarzyszącą publikacją dotyczącą artystycznego życia malarza.

Pracę dotyczącą Reinhardta kończą wersy wiersza Eichendorffa „In der Fremde“/ Na obczyźnie. Wersy „Sohn in der Fremde”/ syn na obczyźnie/ wciąż towarzyszyły mi podczas kwerendy materiałów rodziny Reinhardta w Regensburgu. Aby przybliżyć mieszkańcom Ortenburga ich niemalże zapomnianego syna, podarowaliśmy z moją żoną (również mieszkanką Ortenburga) tamtejszemu ewangelicko- luterańskiemu kościołowi reprodukcję autoportretu malarza, który wykonał w Jeleniej Górze (oryginalnej wielkości, w ramie). Okazją stała się 175 rocznica śmierci artysty.  Byłoby pięknie, gdyby Muzeum Karkonoskie w Jeleniej Górze, które wprawdzie nie jest w posiadaniu oryginalnego portretu Reinhardta, ale ma miedzioryty Daniela Bergera jego 12 obrazów, uczciło go niewielką wystawą, zwracając w ten sposób uwagę miejscowej ludności na twórczość i artystyczny wkład malarza. Dotychczas opublikowano na podstawie mojego autorstwa tekstu artykuł noszący tytuł:  Sebastian Carl Christoph Reinhardt- zauroczony Karkonoszami Bawarczyk”. Artykuł ten ukazał się w kwartalniku nr 2 (2002), wydawanym przez muzeum pod nazwą „Skarbiec Ducha Gór”.  Nie było jednak tam materiałów poglądowych. Jak już zapowiedziałem, wersy z wiersza Eichendorffa, które w niezrównany sposób opiewają strony ojczyste i nietrwałość, kończą artykuł.

Z kraju dzieciństwa błyskawic blask

Chmur ciężkich korowody

Rodziców życia płomyk zgasł

Poniosły mnie Lety wody.

Tak szybko mija ludzki czas

Mnie też otuli wieczna cisza,

Nade mną się rozszumi las

Piosenką samotną, jak każdy z nas.